free templates joomla
 
  

Newsletter

Nasze kina

Kino "Chemik"

Kino     Nowoczesne kino z tradycjami. Zanjduje się przy al. Jana Pawła II 27. Tel. 77 48 02 552 — informacje na temat repertuaru, rezerwacji oraz sprzedaży ...

Kino "Twierdza"

Kino     Nowoczesne kino usytuowane w kozielskim parku, położone przy ul. Skarbowej 10. Tel. 77 405 30 70 — informacje na temat repertuaru, rezerwacji oraz sprzedaży ...

Stąd do wieczności, czyli chwila z samym sobą w "Projektorowni" - Mały, Wielki Człowiek z kamerą


Mały, Wielki Człowiek z kamerą


Ireneusz Radź urodził się 25 stycznia 1946 roku w Głubczycach, był jedynakiem. Po śmierci ojca, jego matka ponownie wyszła za mąż i w ten sposób zyskał zarówno ojczyma, jak i przyrodnie rodzeństwo. W wieku trzech lat doznał rozległego złamania, następnie zachorował na gruźlicę kości i w efekcie na plecach chłopca powstał garb, przez co do końca życia został kaleką.

Po śmierci ojczyma pani Radź przyjechała ze swoim synem do rodzinnych Głubczyc, a wychowaniem Irka zajęli się dziadkowie. Nie stracił jednak dobrych relacji z matką. Następnie, późniejszy inicjator amatorskiego ruchu filmowego w Kędzierzynie-Koźlu, rozpoczął naukę w Technikum Chemicznym w Sławięcicach. Po pięciu latach z wyróżnieniem ukończył szkołę, następnie rozpoczął pracę jako laborant w Zakładach Chemicznych "Blachownia". Później przeszedł do Zakładu Badawczo-Usługowego, do pracowni foto-filmowej. Tam powstawały zdjęcia do "Życia Blachowni" - zakładowej kroniki, jak również pierwsze kroniki filmowe. W tym okresie Irek Radź poznał między innymi Romana Hlawacza, Romualda Strzelczyka, Waldemara Zamczewskiego, Anatola Filipiuka i innych zapalonych filmowców, z którymi w 1969 roku założył Amatorski Klub Filmowy "Groteska". Ukończył dwuletnie studium fotograficzno-filmowe w Opolu , na początku lat 70-tych został instruktorem filmowym w Domu Kultury "Lech".Poznał tu swoją przyszłą żonę - Reginę. Pracę w "Lechu" stracił w wyniku redukcji etatów, krótko pracował w zakładzie mechaniki pojazdowej i kiedy zaczął chorować przeszedł na rentę. Jednak w dalszym ciągu mógł realizować swoje pasje poprzez pracę instruktora w "Grotesce", która działała już wtedy przy Miejskim Ośrodku Kultury w Kędzierzynie-Koźlu.
Późniejszy patron Międzynarodowego Festiwalu Filmów Niezależnych "Publicystyka" - postać charakterystyczna, kojarzony przez mieszkańców miasta przede wszystkim ze względu na fakt, że był w ciągłym ruchu. Aktywność była jego żywiołem - był niezwykle energiczny i ciągle w ruchu, zawsze z kamerą, która rejestrowała wszelkie miejskie i zakładowe imprezy. Archiwizował codzienność Kędzierzynian.

- Był niesamowicie pogodnym, otwartym człowiekiem. To on od samego początku działał i zagrzewał nas do tego, żeby tworzyć filmy. To był mój największy przyjaciel. Wiele czasu spędzaliśmy razem. On montował, a ja siedziałem obok bacznie się przyglądając każdej czynności, był znakomitym montażystą i najlepszym operatorem u nas w klubie. - zaznacza Andrzej Szopiński-Wisła, wieloletni przyjaciel Irka, również członek Amatorskiego Klubu Filmowego "Goroteska".-Irek nauczył mnie tak wiele. Byłem człowiekiem, który nie miał pojęcia o filmowaniu. Nigdy nie sądziłem, że chwycę za kamerę i coś będę tworzył. Jestem przekonany, że to, co robię dzisiaj, jest w dużej mierze jego zasługą.

Regina Radź, wdowa po Irku podkreśla, że nigdy nie czuła się zazdrosna o pasję męża. Wyznaje, że gdy poznała męża, klub już istniał, ale mąż uwielbiał filmy.
-Nieraz oglądał je po pięć, sześć razy; często chodził do kina, na DKF, fascynował się kinem odkąd pamiętam. Czasem, gdy małżonkowie szli na spacer mówił: szkoda, że nie mam kamery. Inspirowało go wszystko dookoła. Nie potrafię nazwać uczucia, którym darzył film. On po prostu tym żył. Poświęcał temu dużo czasu, ale nie zaniedbywał rodziny. Czasem nawet dzieci wołały: - mamo, tato gotuje lepsze obiady niż ty! Swoją pasję przynosił do domu, taśmy, kamery...Tak, na podłodze w salonie było tego pełno. Przychodził z kolegami i pracowali. Poza tym, bardzo dużo pisał. Tak to się chyba zaczęło. Mąż miał wykształcenie filmowe, ukończył trzyletni kurs kwalifikacyjny drugiego stopnia w zakresie foto-filmNie on jeden był takim pasjonatem. Było ich kilku - Romek Hlawacz, Romek Strzelczyk, Boguś Zambrzycki - zaczynali z jedną kamerą w Zakładowym Domu Kultury Zakładów Chemicznych "Blachownia". (Na podstawie wywiadu z Reginą Radź).

***

W 1976r. "Groteska" zdobyła pierwsze w historii Grand Prix Ogólnopolskiego Festiwalu POL-8. Pamięta Pani tamten moment?
Oczywiście, pamiętam. Jeździłam z nim na wszystkie festiwale - do Puław, Białegostoku. To akurat była Polanica. (Fragment wywiadu z Reginą Radź).


Widziała Pani "Projektorownię"?
Niestety nie. Wiem, że trwał tam remont i miała tam powstać sala tradycji kinematografii, ale jeszcze w niej nie byłam. Myślę jednak, że wybiorę się tam niedługo wraz z moimi najbliższymi. To dla nas na pewno będzie ważne miejsce.

2 1000

Nie do końca groteskowo o "Grotesce"


W 1971 roku klub zadebiutował podczas Ogólnopolskiego Festiwalu POL-8 w Polanicy Zdroju filmem "Grawitacja", który zrealizował Ireneusz Radź i Waldemar Zamczewski. W rok później AKF "Groteska" został członkiem Federacji Klubów Filmowych w Polsce. Kolejnym filmem był "Dylemat" Romana Hlawacza, Ireneusza Radzia i Waldemara Zamczewskiego, poruszający problem ochrony środowiska. Obraz ten był wielokrotnie nagradzany na festiwalach oraz emitowany w telewizji. W połowie lat siedemdziesiątych do filmowców dołączyli Anatol Filipiuk, Jan Bartoszek, Józef Haja oraz Andrzej Szopiński. Od tej pory klub realizował wiele rodzajów filmów, ale jednym z ulubionych nadal był reportaż. W 1976 roku "Groteska" zdobyła pierwsze w historii Grand Prix Ogólnopolskiego Festiwalu POL-8 za film pt. "Trzy smutne opowiadania" duetu Zamczewski-Radź. Takie samo wyróżnienie otrzymał kolejny film pt. "Wieczne odpoczywanie" autorstwa Radź-Szopiński. Poruszał on problem, który nie do końca podobał się ówczesnej władzy, dlatego też obraz ten przez lata nie zobaczył światła dziennego. Rolka z filmem na wiele lat trafiła do sejfu pierwszego sekretarza partii.

Do awangardowych na owe czasy realizatorów filmowych dołączyli Andrzej Hynek, Marek Jarawka i Sławomir Łuczak. "Groteska" przedstawiała już tak doskonały warsztat, że jej prace były prezentowane poza granicami kraju m.in. na Węgrzech, NRD, Czechosłowacji, Jugosławii, ZSRR, Litwie i Estonii. Ireneusz Radź i Andrzej Szopiński zdobyli nagrodę za grę aktorską, a ich film pt."Zawód kilkudziesięciu" został wyróżniony na międzynarodowym festiwalu Unica w Baku.

Z początkiem lat 90-tych "Groteska" trafiła pod skrzydła Miejskiego Ośrodka Kultury, gdzie istnieje do dzisiaj.
Z inicjatywy Ireneusza Radzia zorganizowano Festiwal Filmów Amatorskich "Publicystyka", na którym zaprezentowano około 50 filmów.

Niestety niedługo trwała wolna twórczość weteranów "Groteski". Zmarł Anatol Filipiuk, a dwa lata później Ireneusz Radź. Przez 25 lat pracy filmowców AKF "Groteska" zdobył kilka nagród głównych, nagrody miejsc drugich i trzecich, dziesiątki wyróżnień na festiwalach filmowych w kraju i za granicą.

- Moje związki z filmem amatorskim były raczej towarzyskie. To wszystko było oparte na stosunkach koleżeńskich - tłumaczy Andrzej Hynek. - Raczej byłem tam dla tych wszystkich wartościowych ludzi, niż dla samego filmu. Wielu z nas przyjechało z zewnątrz, ale ta mieszanka sprzyjała tworzeniu.
- "Groteska" to była taka bohema - nigdy nie było zazdrości, złośliwości. To byli ludzie genialni, te spotkania to była czysta poezja. W Polsce istniało tyle AKF-ów, że mógłbym je zliczyć na palcach dwóch rąk.
To było tak, że ileś filmów zostało nakręconych, ileś nagrodzonych, ale nie było zazdrości - ktoś wygrywał i świętowaliśmy wszyscy. Niektórych z nich już nie ma - zostały w czyjejś szafie, albo wysłaliśmy je na festiwale i już nigdy nie wróciły.
Dawniej sprzęt nie był tak mały. Ty trzymasz teraz dyktafon w dłoni i praktycznie go nie widać. Wtedy to były kolumny - ludzie mieli barierę, musieli się przyzwyczajać.
Filmy cięliśmy, a później kleiliśmy np. acetonem. Czasem, gdy po takiej obróbce go puszczaliśmy, okazywało się, że klatki są ustawione w złej kolejności i musieliśmy robić wszystko od nowa.
Ja nie bawiłem się filmem amatorskim. Pasjonowałem się, oglądałem, ale nigdy nic nie nakręciłem.
To raczej robił Irek - to był gość. Był niesamowicie ciepłym człowiekiem. Wszędzie biegał z kamerą.

***

Ta strona używa plików cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień cookies w przeglądarce. Aby dowiedzieć się więcej na temat plików cookies oraz jak je usunąć zobacz naszą politykę prywatności - czytaj.

Zakceptuj pliki cookies na tej stronie.

EU Cookie Directive Module Information